Indywidualność (różnie pojmowana) we współczesnym świecie staje się już standardem, normą, stylem bycia i życia.
Mimo tego, że styl życia jest częściowo tym co otrzymujemy zaraz po narodzeniu (zależy między innymi od statusu społecznego w jakim żyjemy ) to kształtuje się ona przez całe nasze życie i ulega przeobrażeniom. Praca nad stylem życia jest elementem pracy nad rozwojem własnej osobowości. Osobowość nasza zmienia się pod wpływem stylu życia.
Twórczość jest zależna od myślenia, myślenia nieskrępowanego, nacechowanego wyobraźnią. Najważniejsza jest oryginalność, stanowi ona kryterium odróżniające działania twórcze od mniej wartościowych.
Twórczy styl życia polega na podporządkowaniu swojego życia owej twórczości.
Działania podyktowane niezależnym i oryginalnym myśleniem budzą często niechęć innych ludzi. Ci ludzie kumulują swoją energię na tworzeniu, ale najczęściej nie radzą sobie w codziennym życiu podlegającym stereotypom. Często wpadają w konflikt z otoczeniem, co musi powodować napięcia. Agresywna i negatywna postawa innych ludzi wobec ludzi twórczych jest jednak najczęściej podyktowana zazdrością - każdy chciałby być twórczy, żeby urozmaicić codzienną rutynę. Być twórczym to być indywidualnym, oryginalnym. Być twórczym to nie poddawać się normom i zwyczajom już panującym.
Być twórczym to zwracać na siebie uwagę.
Zdolność tworzenia istnieje potencjalnie w każdym człowieku.
Proces odkrywania innej rzeczywistości przez osoby twórcze odbywa się dzięki uruchomieniu fantazji, wyobraźni, intuicji oraz intelektu.
Galeria ZOYA w dniach 22-31 sierpnia organizuje akcję twórczą pod hasłem "Malowanie ptaka".
W tych dniach zapraszamy do naszej galerii w godz. 12 - 18.00.
Będą u nas rozdawane bezpłatnie gliniane ptaszki - gwizdki (wykonane przez ludowych twórców z Podlasia) oraz przybory malarskie (farby, flamastry, itp.).Pozostaje tylko własna inwencja twórcza.
Zapraszamy
P.S. Można przynieść własne materiały malarskie.
"Lecha ogarniała niema furia. Wpatrywał się ponuro w ptaki
zamknięte w klatkach, mrucząc coś pod nosem. W końcu, po
długim namyśle, wybierał najsilniejszego ptaka, przywiązywał go
sobie do nadgarstka i przystępował do szykowania cuchnących
farb, które rozrabiał z najrozmaitszych składników. Kiedy był
zadowolony z kolorów, obracał ptaka i malował mu skrzydła,
głowę i pierś w barwy tęczy, aż ten stawał się bardziej pstrokaty i
jaskrawy od bukietu polnych kwiatów. Wtedy szliśmy w najgęstszy
las. Tam Lech wydobywał malowanego ptaka; kazał mi go
trzymać w ręce i lekko ściskać, żeby zaczął ćwierkać. Jego
szczebiot przyciągał stado ptaków tego samego gatunku, które
krążyło nerwowo nad naszymi głowami. Więzień słysząc
pobratymców, usiłował się do nich wyrwać. Ćwierkał coraz
głośniej, a jego małe serce, zamknięte w świeżo malowanej piersi,
biło jak oszalałe. Gdy gromadziło się dostatecznie dużo ptaków,
Lech dawał mi znak, żebym puścił więźnia. Wzbijał się do góry,
szczęśliwy i wolny, kropka tęczy na tle chmur, po czym wlatywał
w czekające brunatne stado. Przez moment ptaki były zbite z
tropu. Malowany ptak krążył z jednego końca stada na drugi,
daremnie próbując przekonać krewniaków, że jest jednym z nich.
Ale ci, oszołomieni jaskrawymi kolorami, przyglądali mu się z
niedowierzaniem. Gdy uporczywie próbował zająć miejsce w
szyku, spychali go coraz dalej i dalej. Wkrótce widzieliśmy, jak
kolejno odrywają się od stada i atakują go zawzięcie. Jeszcze
chwila i wielobarwny kształt zaczynał tracić wysokość i spadał na
ziemię. Takie sceny rozgrywały się często. Kiedy w końcu
odnajdywaliśmy malowane ptaki, zwykle nie żyły. Lech dokładnie
oglądał i liczył otrzymane przez nie ciosy. Z barwnych skrzydeł
sączyła się krew, zmywając farbę i znacząc ręce łowcy."
Jerzy Kosiński "Malowany ptak"
"Po południu znowu idę do Ptaśka [do jego pokoju w szpitalu psychiatrycznym]. Zaczynam wątpić czy to w ogóle ma sens. Rzecz w tym, ze wcale nie jestem pewien, czy chcę, żeby Ptasiek oprzytomniał. Ten świat to jedna wielka kupa gówna; im więcej mu się przypatruję, tym gorzej wygląda. Ptasiek pewnie wie,
co robi. Martwić się o nic nie musi, zawsze ktoś o niego zadba, ktoś go nakarmi. Może przeżyć całe życie, udając zasranego kanarka. I co w tym takiego okropnego?
Jak Boga kocham, sam dałbym się zamknąć w jakimś domu wariatów. (...).
To by się dało zrobić. A może to już znaczy, ze jestem stuknięty? Czuję, że to wcale nie jest takie złe, żeby ktoś inny podejmował za mnie decyzje."
"To juz nie ten dawny Ptasiek, który uwierzyłby w byle co: teraz wygląda tak, jakby nie umiał uwierzyć w nic. Wygląda, jakby nawet w siebie już nie wierzył."
William Wharton "Ptasiek"
